3 Maja 2019 r. 3 Maj 2019 r.
Obchody Uroczystości Uchwalenia Konstytucji 3Czytaj więcej...
Ukraina 2012 - Okopy Św. Trójcy Ukraina 2010
Kresowym szlakiem - Ukraina 2010 roku JakCzytaj więcej...
Zabrze 2009 Zabrze 2009
2009 rok - Zabrze (Królowa Luiza, Guido) -Czytaj więcej...

Kresowym szlakiem - Ukraina 2010 roku

Jak zwykle zdjęcia można oglądać galerii: Olesko, Krzemieniec, Podhorce, Poczajów, Wiśniowiec, Zbaraż, Stare Sioło, ŁyczakówLwów

Malara, Pytlak, Skórzak, Muniak, Łaszczyk [...] Kwiecińska (a to moja żona mówi - kierownik wycieczki) wyczytując nazwiska z paszportów, wręczonych przez celników. Są wszyscy (liczy jeszcze raz) możemy jechać - mówi w końcu.

Po trzech i pół godzinach (przymusowego) postoju na granicy polsko-ukraińskiej w Korczowej (mimo, że był tylko jeden autokar) wszyscy marzymy jedynie o tym - by wreszcie już jechać!

Jedziemy "kresowym szlakiem" czyli:

Olesko Podhorce Poczajów

OleskoPodhorcePoczajówKrzemienicWiśniowiecZbarażStare Sioło no i oczywiście Lwów. Dawnymi magnatami na tamtych terenach byli min. Potoccy, Koniecpolscy, Wiśniowieccy, Radziwiłłowie, Sobiescy, Czartoryscy ...

 

Krzemienieckie Liceum Wiśniowiec

Zbaraż

Wycieczkę prowadzili: jako kierownik - Paweł Kwieciński, jako przewodnik - Barbara Łuczkowska w zastępstwie za Zdzisława Kubraka (wycieczkę prowadził w 2009 roku i z sentymentem wspominam Jego oprowadzanie oraz osobiste wątki z życia w Stanisławowie). Jechaliśmy więc trasą dawnych polskich posiadłości na Ukrainie. Od samych nazw miejscowości, tak bardzo związanych z Polską (opisywaną w trylogii przez H. Sienkiewicza), z naszą historią, aż kręciło się w głowie.

Po zwiedzeniu (pierwszego dnia) zamku w Olesku i Podhorcach (w "Potopie" zamek występował w roli Radziwiłłowskich Kiejdan) oraz Poczajowa (nazywanego prawosławną Częstochową) dotarliśmy pod wieczór do Krzemieńca. W Krzemieńcu, w kościele parafialnym, czekała na nas Pani Maria, która od 36 lat jest organistką w polskim kościele.

Na mszę spóźnił się trochę ksiądz Władysław Iwaszczak, ale odprawiał mszę w innym polskim kościele, ponieważ "dusz" w parafii w Krzemieńcu to tylko 42.

Po mszy przed kościołem czekała na nas grupa Polaków, u których mieliśmy zaplanowaną obiado-kolację i następnego dnia - śniadanie oraz nocleg. Przyjęli nas z iście polską gościnnością - nasza gospodyni Pani Maria spędziła z nami dość dużo czasu opowiadając o życiu w Krzemieńcu (bo właśnie tam trafiliśmy na nocleg i jedzenie - pyszne - Pani Maria gra w kościele na organach od 36 lat, córki studiują w Polsce - jak dobrze pamiętam jedna w Częstochowie), o pielęgnowaniu polskiej tradycji, o tym że okres świąteczny Bożego Narodzenia trwa u Nich prawie cały miesiąc, gdyż spotykają się także sąsiedzi z rodzin ukraińskich. Mówiła piękną polszczyzną (z akcentem wschodnim). Swoją liczną rodzinę wychowała pielęgnując język ojczysty oraz polskie tradycje.

Na drugi dzień zaczęliśmy zwiedzać Krzemieniec, który dla Polaków jest miejscem ważnym. W 1809 r. urodził się tutaj Juliusz Słowacki. Odwiedziliśmy odnowione w 2004 roku muzeum Jego imienia. Potem udaliśmy się do liceum (dawniej Gimnazjum Wołyńskie) - które zostało założone w 1805 roku dzięki staraniom Tadeusza Czackiego, Hugo Kołłątaja i Adama Czartoryskiego. Ostatnim punktem w Krzemieńcu było zwiedzanie Góry Bony, na której są ruiny obronnego zamku. Z góry widać rozległe Liceum Krzemienieckie, które było określane mianem Aten Wołyńskich. Patrzę z Góry Bony na panoramę Krzemieńca, zieloną i kwitnącą o tej porze roku, robię zdjęcia, aby kiedyś wrócić do tego miejsca choćby tylko poprzez monitor komputerowy.

Po wyjeźdźe z Krzemieńca kontynuujemy zwiedzanie zamku w Wiśniowcu oraz zamek w Zbarażu. Pani Barbara (przewodniczka) umawia się specjalnie dla nas z polską przewodniczką - Marią Czajką - która jest pracownicą muzeum w Zbarażu. Pani Maria oprowadza nas po wszystkich możliwych miejscach w muzeum i opowiada piękną polszczyzną (czasami brakuje Jej precyzyjnych polskich określeń) historię tego miejsca. Potem zwiedzamy Rzymskokatolicki kościół i klasztor oo. Bernardynów w Zbarażu.

Idziemy coś zjeść i się napić - potem spotykamy 90 letnią staruszkę, która widząc autokar z polskimi rejestracjami chce z nami porozmawiać, śpiewa polskie piosenki i prosi o jakikolwiek dar, gdyż została sama teraz na obcej już ziemi. Czeka dopóki nie odjedziemy i podpierana przez opiekującą się osobę macha nam na pożegnanie.

Wyruszamy (z opóźnieniem) w dalszą podróż do Starego Sioła.  Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa. Nie wszyscy jednak chcą zwiedzać ruiny. Po wykonaniu kilku zdjęć udajemy się do Lwowa, gdzie mamy zapewniony posiłek i nocleg oraz nazajutrz śniadanie. Docieramy tu bardzo późno.

Po śniadaniu staramy się dotrzeć na zaplanowaną mszę Świętą - niestety nie udaje się nam zdążyć. Jedziemy zatem na cmentarz Łyczakowski i Orląt. Nie będę opisywał historii tych miejsc - lepiej opowiedzą to zdjęcia.

Grób rodziny Isakowiczów

Potem jemy obiad i zwiedzamy w dwóch grupach miejsca we Lwowie. Pani Basia oprowadza naszą nieliczną grupę po miejscach, w których nie zdążyliśmy zwiedzić w roku 2009, a kierownik wycieczki (Paweł) liczniejszą grupę. Byli też uczestnicy, którzy zwiedzali Lwów na własną rękę.

Wyjeżdżamy.

Po drodze zakupy i znowu czekanie na granicy. Udaje nam się dotrzeć do Dobczyc na godzinę 1:30. 

Przeżywamy różne perypetie ale ktoś mówi: "Nie narzekajcie za parę dni będziecie z sentymentem wspominać warunki oraz miejsca, które warte były zobaczenia".

I tak to było w czasie od 9 do 11 lipca 2010 roku.

Spisali dla potomnych: Józefa & Stanisław Malara